poniedziałek, 30 stycznia 2017

Rozdział 8

Dotarłem na lotnisko jako pierwszy i bałem się śmiertelnie. Zostawiłem za sobą podekscytowany tłum i stanąłem przed przerażającą perspektywą podróży samolotem.
Miałem lecieć razem z trzema innymi kandydatami, więc starałem się opanować nerwy.
Naprawdę nie chciałem dostać przy nich ataku paniki.
Zdążyłem się już nauczyć na pamięć twarzy, imion i klas wszystkich kandydatów. To pomagało mi się uspokoić, podobnie jak uczenie się gam i różnych ciekawostek. Początkowo szukałem przyjaznych twarzy, chłopaków, w których towarzystwie chciałbym przebywać w pałacu. Nigdy nie miałem prawdziwego przyjaciela – w dzieciństwie bawiłam się zazwyczaj z Jimin i Eunwoo, mama uczyła mnie w domu i występowałem tylko razem z nią.
Kiedy moje starsze rodzeństwo się wyprowadziło, poświęciłem się opiece nad Sooyoung i Hyesung. Był jeszcze Sehun...
Ale Sehun i ja nigdy nie byliśmy przyjaciółmi. Odkąd zauważyłem jego istnienie, byłem w nim zakochany. Teraz on trzymał za rękę jakąś inną dziewczynę.
Na szczęście byłem sam, nie chciałem płakać przy pozostałych kandydatach. To bolało, miałem wrażenie, że wszystko mnie boli, i nie mogłem nic na to poradzić. Jak ja się właściwie tu znalazłem?
Miesiąc temu byłem całkowicie pewny tego... jak się potoczy moje życie, a teraz zniknęło absolutnie wszystko, co zdążyłem poznać. Czekał na mnie nowy dom... nowa klasa, nowe życie – wszystko przez jedną głupią kartkę papieru i zdjęcie.
Miałem ochotę siedzieć i opłakiwać wszystko to... co straciłem. Zastanawiałem się, czy którykolwiek z pozostałych chłopców jest dzisiaj smutny – podejrzewałem, że wszyscy poza mną  posiadali się ze szczęścia.
Musiałem spróbować się dostosować, ponieważ wiedziałem, że wszyscy będą na mnie patrzeć. Nastawiłem się psychicznie na to... co mnie czeka, i zebrałem całą swoją odwagę. Poradzę sobie z tym, co mnie spotka, a jeśli chodzi o to... co zostawiałem, zdecydowałem, że to właśnie muszę zrobić: zostawić za sobą Sehuna.
Pałac stanie się dla mnie schronieniem, nie będę o nim myśleć ani nie wypowiem jego imienia. Nie wolno mu było tam ze mną jechać – taką zasadę sam ustanowiłem na czas tej krótkiej przygody. Nigdy więcej.
Żegnaj, Sehunie.
Mniej więcej pół godziny później do pomieszczenia wszedli dwaj chłopcy ubrani tak samo jak ja, w czarne spodnie i białe bluzki. Towarzyszyły im asystentki, ciągnące ich walizki. Obydwaj kandydaci się uśmiechali, co potwierdziło moje przypuszczenia, że tylko ja jestem dzisiaj przygnębiony. Musiałem zachować się tak, jak to sobie obiecałem. Zebrałem się w sobie i wstałem, żeby się przywitać.
– Cześć – powiedziałem pogodnie. – Jestem Baekhyun.
– Wiem! – skinął głową chłopak po prawej, szatyn z brązowymi oczami. Rozpoznałem Do Kyungsoo, Czwórkę. Zignorował moją wyciągniętą rękę i natychmiast mnie uściskał.
– Ojej – westchnąłem. Nie spodziewałem się tego. Chociaż Kyungsoo był jednym z chłopców, których twarze wydały mi się szczere i życzliwe, mama powtarzała mi przez ostatni tydzień, że powinienem patrzyć na pozostałych kandydatów jak na rywali, i chyba udzieliło mi się trochę jej wrogości.
Spodziewałem się sztucznie wylewnego powitania ze strony mężczyzn, którzy zamierzali walczyć ze mną na śmierć i życie o kogoś, na kim mnie nie zależało. Zamiast tego zostałem uściskany.
– Jestem Kyungsoo, a to jest Taemin. Rzeczywiście, to był Lee Taemin, Trójka. Miał blond włosy, w odcieniu znacznie jaśniejszym od Kyungsoo. Niebieskie oczy chłopaka sprawiały, że jego pogodna twarz sprawiała wrażenie delikatnej.
Obaj pochodzili z tego samego rejonu, pewnie dlatego przyjechali razem.
Taemin skinął mi głową i uśmiechnął się. Nie byłem pewny, czy jest nieśmiały, czy już próbuje nas rozpracować. A może miał lepsze maniery, ponieważ urodził się jako Trójka.
– Masz prześliczne włosy! – zachwycał się Kyungsoo.
– Żałuję, że nie urodziłem się ''miodowy''. Ten kolor cię niesamowicie ożywia. Słyszałem, że osoby z takim kolorem włosów mają porywczy charakter, czy to prawda? Chociaż ten dzień był okropny, żywiołowość Kyungsoo skłoniła mnie do uśmiechu.
– Chyba nie. To znaczy, bywam porywczy, ale moja siostra też ma takie włosy i ma cudownie łagodny charakter.
To stało się punktem wyjścia do swobodnej rozmowy o tym, co nas wyprowadza z równowagi, a co zawsze potrafi poprawić nam humor. Kyungsoo lubił oglądać filmy, podobnie jak ja, chociaż rzadko miałem po temu okazję. Gadaliśmy o przystojnych aktorach, co wydawało się trochę dziwne, skoro mieliśmy zostać chłopakami Chanyeola. Taemin co jakiś czas wybuchał razem z nami śmiechem, ale poza tym nie brał udziału w rozmowie. Jeśli zadało się mu bezpośrednio pytanie, odpowiadał krótko i znowu zaczynał nas ostrożnie obserwować.
Kuyngsoo i ja zaczęliśmy się bez trudu dogadywać, co dało mi nadzieję, że może w rezultacie tego wszystkiego zyskam prawdziwego przyjaciela. Gadaliśmy chyba od pół godziny, nie zwracając uwagi na upływ czasu. Przerwaliśmy tylko dlatego, że rozległ się charakterystyczny dźwięk stawianych kroków.
Jednocześnie odwróciliśmy głowy, a Kyu prawie otwarł usta ze zdziwienia. W naszą stronę szedł brunet w ciemnych okularach.
Idąc, kołysał biodrami, a każdy krok stawiany przez niego podkreślał promieniującą od niego pewność siebie. W odróżnieniu od Kyungsoo i Taemina nie uśmiechał się, ale nie dlatego, że była nieszczęśliwy. Przeciwnie – był skoncentrowany na tym, by onieśmielić nas swoim wejściem.
To podziałało w przypadku nieskazitelnie wychowanego Taemina, który jęknął cichutko „No nie!", kiedy nowy chłopak podszedł bliżej.
Rozpoznałem w nim Lee Taeyonga, Dwójkę, i nie przejmowałem się nim.
Zakładał, że walczymy o to samo, ale trudno byłoby mnie zniechęcić do czegoś, czego w ogóle nie chciałem. Kiedy w końcu do nas podszedł, Kyungsoo przywitał się z nim zduszonym głosem, starając się mimo onieśmielenia zachowywać życzliwie. Taeyong zmierzył go tylko spojrzeniem i westchnął.
– Kiedy wylatujemy? – zapytał.
– Nie wiemy – odparłem, tłumiąc lęk. – Czekaliśmy na ciebie.
Nie spodobało mu się to i zmierzył mnie spojrzeniem od stóp do głów. Wyraźnie nie był zachwycony.
– Wybaczcie, mnóstwo osób chciało się ze mną pożegnać. Nic na to nie poradzę! – Uśmiechnął się promiennie, jakby uwielbienie dla niego było czymś oczywistym. Od tej pory mieli mnie otaczać tacy chłopcy, jak on. Cudownie.
Jak na komendę w drzwiach po lewej stronie pojawił się mężczyzna.
– Słyszałem, że przybyku już wszyscy czterej kandydaci?
– Nie możemy doczekać się startu – odparł Taeyong słodko, a ja zobaczyłem, że mężczyzna wyraźnie się rozpromienił. Czyli to na tym polegała jej gra. Kapitan zawahał się na moment.
– No dobrze... moi drodzy, proszę za mną – oznajmił w końcu. – Polecicie prosto do nowego domu.
Lot, który był naprawdę przerażający jedynie podczas startu i lądowania, trwał kilka godzin. Zaproponowano nam coś do jedzenia i filmy do oglądania, ale ja chciałem tylko wyglądać przez okno. Obserwowałem z wysoka kraj, zachwycony widokami. Taeyong postanowił się zdrzemnąć w czasie lotu, co dało nam chwilę wytchnienia. Taemin rozłożył blat i od razu zaczął pisać list, relacjonując podróż.
Przezornie zabrał ze sobą czyste kartki. Sooyoung na pewno byłaby zachwycona, gdybym mógł opowiedzieć jej o wszystkim, co się do tej pory wydarzyło, nawet jeśli nie spotkałem jeszcze księcia.
– Jest niezwykle elegancki – szepnął do mnie Kyu, wskazując skinieniem głowy Taemina.
Siedzieliśmy naprzeciwko siebie, w miękkich fotelach na samym przodzie niedużego samolotu.
– Zachowuje się nienagannie. Będzie poważnym rywalem – dodał z westchnieniem.
– Nie możesz tak o tym myśleć – odpowiedziałem. – Jasne, starasz się zwyciężyć, ale nie w ten sposób, że wyprzedzisz kogoś innego. Wystarczy, że będziesz sobą. Kto wie, może Chanyeol będzie wolał kogoś mniej sztywnego niż on. Kyungsoo zastanowił się.
– Chyba masz rację, poza tym trudno go nie lubić. Jest strasznie sympatyczny i taki śliczny. – Kiedy skinąłem głową, Kyungsoo zniżył głos do szeptu. – Z drugiej strony Taeyong...
Otworzyłem szerzej oczy i potrząsnęłem głową.
– Wiem. Minęła dopiero godzina, a ja już nie mogę się doczekać, kiedy wróci do domu. Chłopak zatkał usta, żeby stłumić śmiech.
– Nie chcę źle mówić o nikim, ale on jest strasznie agresywna, chociaż Chanyeol się nawet jeszcze nie pojawił. Trochę się przez niego denerwuję.
– Nie musisz – zapewniłem ją. – Tacy jak on sami się wyeliminują z rywalizacji.
Kyungsoo westchnął.
– Mam nadzieję. Czasem chciałbym...
– Czego?
– Wiesz, czasem chciałbym, żeby te Dwójki dowiedziały się, jak to jest, kiedy ktoś cię traktuje tak, jak one traktują nas. Pokiwałem głową. Nigdy nie wyobrażałem sobie, jak to jest być Czwórką, ale prawdopodobnie niewiele się różniliśmy. Jeśli nie było się Dwójką lub Trójką, życie tak czy inaczej było ciężkie.
– Dzięki, że ze mną rozmawiasz – odezwał się ponownie.
– Bałem się, że wszyscy chłopacy będą zajęci tylko sobą, ale ty i Taemin jesteście naprawdę miki. Może nie będzie tak źle. – W jego głosie zabrzmiała nadzieja. Nie byłem tego pewny, ale odwzajemniłem uśmiech.
Ja nie miałem żadnego powodu, by odtrącać Kyungsoo, czy zachowywać się niemiło w stosunku do Taemina, ale inni chłopcy mogli nie być tak wyluzowani.
Po wylądowaniu, w milczeniu szliśmy w towarzystwie straży od samolotu do terminalu lotniczego. Jednak gdy tylko drzwi się otwarły, otoczył nas ogłuszający hałas. Terminal był pełen ludzi skaczących z radości i wiwatujących.
Czekało na nas przejście wyłożone złotym dywanem i odgrodzone barierkami z dopasowanymi kolorystycznie grubymi sznurami. Wzdłuż przejścia w regularnych odstępach stali strażnicy, rozglądający się czujnie i gotowi do działania na pierwsze oznaki niebezpieczeństwa.
Czy naprawdę nie mieli ważniejszych rzeczy do roboty? Na szczęście Taeyong szedł jako pierwszy i od razu zaczął machać. Zrozumiałem, że to właściwa reakcja, lepsza od kulenia się i przemykania się przez terminal, nad czym się zastanawiałem.
Ponieważ kamery telewizyjne śledziły każdy nasz ruch, cieszyłem się podwójnie, że to Taeyong jest na froncie. Tłum szalał z radości – to właśnie ci ludzie mieli być naszymi sąsiadami i wszyscy nie mogli się doczekać, aż zobaczą nowo przybyłych kandydatów.
Jeden z nas pewnego dnia zostanie mężem króla. W ciągu kilku sekund odwróciłem się chyba kilkanaście razy, słysząc, jak ludzie z tłumu wołają mnie po imieniu. Niektórzy z nich trzymali nawet transparenty z moim imieniem.
Byłem zdumiony – już istnieli tacy ludzie... niepochodzący z mojej klasy ani z mojej prowincji, którzy chcieli, żeby mi się udało.
Poczułem ukłucie wstydu na myśl o tym, że ich zawiodę. Na chwilę opuściłem głowę i zobaczyłem małą dziewczynkę przyciśniętą do odgradzającej przejście liny. Trzymała planszę z napisem: Miodziki są najlepsi!, malutką koroną w rogu i mnóstwem gwiazdek.
Wiedziałem, że jestem jedynym ''miodowym'' chłopakiem w Eliminacjach, zauważyłem też, że jej włosy mają niemal taki sam odcień... jak moje.
Dziewczynka chciała dostać autograf, ktoś obok zamierzał zrobić mi zdjęcie... a ktoś jeszcze inny uścisnąć moją rękę. Dlatego ostatecznie przeszedłem powoli wzdłuż barierki, raz czy dwa zatrzymując się, żeby zamienić kilka zdań także z ludźmi po drugiej stronie. Wyszedłem z terminalu jako ostatni, zmuszając pozostałych, żeby czekali na mnie chyba ze dwadzieścia minut.
Szczerze mówiąc, chętnie zostałbym tam jeszcze dłużej... ale za chwilę miał wylądować następny samolot z kandydatami i zajmowanie przeznaczonego dla nich czasu wydawało mi się niegrzeczne.
Kiedy wsiadłem do samochodu, Taeyong przewrócił oczami, ale zignorowałem go. Nadal byłem zdumiony tym, jak szybko przywykłem do czegoś, co jeszcze niedawno mnie przerażało. Poradziłem sobie z pożegnaniem, samolotem i powitaniem z tłumem fanów.
Udało mi się nawet przy tym nie skompromitować. Pomyślałem o kamerach w terminalu i wyobraziłem sobie, jak moja rodzina ogląda w telewizji moje wejście.
Miałem nadzieję, że są ze mnie dumni.

1 komentarz:

  1. Ja jestem dumna, Baekki~~ mam nadzieję, że się cieszysz XD

    OdpowiedzUsuń