czwartek, 2 lutego 2017

Rozdział 9

Chociaż już na lotnisku witało nas mnóstwo ludzi, wzdłuż trasy do pałacu zgromadziły się tłumy, skandujące nasze imiona i życzące nam powodzenia.
Niestety, nie pozwolono nam otworzyć okien i przywitać się z nimi – siedzący z przodu gwardzista powiedział, że mamy się zachowywać jak nowi członkowie rodziny królewskiej. Wielu ludzi będzie nas podziwiać, ale znajdą się tacy, którzy nie cofną się przed zrobieniem nam krzywdy, żeby uderzyć w ten sposób w księcia albo wręcz w samą monarchię.
Musiałem siedzieć koło  Taeyong'a– jechaliśmy specjalną limuzyną, która z tyłu miała dwa rzędy siedzeń naprzeciwko siebie oraz przyciemniane okna, Taemin i Kyungsoo siedzieli razem z przodu.
Rozpromieniony Kyungsoo wyglądał przez okno, a ja nie dziwiłem się jej radości – na wielu transparentach widniało jego imię i trudno byłoby policzyć jego fanów. Pojawiało się także imię Taemina, prawie tak często jak Taeyong'a i znacznie częściej niż moje. Taemin, jako urodzony panicz… z godnością przyjął to… że nie jest głównym faworytem, ale widziałem, że Taeyong jest poirytowany.
– Jak myślisz, jak on to zrobił? – szepnął mi do ucha, podczas kiedy Kyungsoo i Taemin dzielili się opowieściami o rodzinnych domach.
– Co takiego? – odparłem szeptem.
– Jak zdobył taką popularność? Może kogoś przekupił? – Jego zimne spojrzenie skoncentrowało się na Kyungsoo, jakby szacował w głowie jego wartość.
– To przecież Czwórka – odparłem z powątpiewaniem. – Nie miałby pieniędzy… żeby kogokolwiek przekupić.
Taeyong syknął przez zęby:
– Dajże spokój, ten chłopak ma różne sposoby, żeby zapłacić za to… czego chce – oznajmił i odsunął się, żeby wyglądać przez okno.
 Potrzebowałem chwili, by zrozumieć, co sugeruje, i nie spodobało mi się to. Nie dlatego… że było rzeczą oczywistą, iż ktoś tak niewinny jak Kyungsoo nawet nie pomyślałby o tym, żeby zdobyć przewagę, idąc z kimś do łóżka, albo w ogóle łamiąc prawo w jakikolwiek sposób – ale dlatego… że najwyraźniej stosunki panujące w pałacu miały być znacznie bardziej bezwzględne, niż sobie wyobrażałem.
 Kiedy podjeżdżaliśmy pod pałac, nie miałem okazji mu się dobrze przyjrzeć, zauważyłem jednak mury, pokryte jasnożółtym tynkiem i bardzo… bardzo wysokie. Na szczycie i po obu stronach ogromnej bramy, która otwarła się, by nas wpuścić, czuwali gwardziści. Wewnątrz zobaczyłem szeroki, wysypany żwirem podjazd z umieszczoną centralnie fontanną. Przy frontowej bramie czekał na nas personel pałacowy. Dwaj chłopcy przywitali  się ze mną zdawkowo, złapali mnie pod ramiona i pociągnęli do środka. – Przepraszam za ten pośpiech, paniczu, ale wasza grupa jest już spóźniona – wyjaśnił jeden z nich.
– Obawiam się, że to przeze mnie. Trochę się zagadałem na lotnisku.
– Rozmawiał panicz z ludźmi? – zapytał drugi z zaskoczeniem. Wymienili spojrzenia, których nie zrozumiałem, a potem zaczęli mi mówić, jakie pomieszczenia mijamy. Powiedzieli, że po prawej znajduje się jadalnia, a po lewej Sala Wielka. Za szklanymi drzwiami zobaczyłem rozciągający się daleko ogród i chętnie bym się w nim zatrzymał, ale zanim w ogóle zdążyłem się zorientować, dokąd idziemy, zostałem wepchnięty do ogromnej sali, w której panował gorączkowy ruch. Kiedy tłum trochę się rozstąpił, zobaczyłem szereg luster, przed którymi jacyś ludzie czesali innych kandydatów. Na wieszakach czekały ubrania i co chwila ktoś wołał: „Mam tę farbę!” albo: „To go będzie pogrubiać!”.
 – Jesteście wreszcie! – Kobieta, która do nas podeszła, wyraźnie wszystkim tu rządziła. – Nazywam się Silvia– powiedziała zamiast powitania i natychmiast przeszła do rzeczy. – Zacznijmy od początku. Musicie mieć zdjęcia sprzed przemiany, podejdźcie tutaj – rozkazała, wskazując fotel, stojący w rogu przed kotarą. – Nie przejmujcie się kamerami, robimy program specjalny o waszych przemianach, ponieważ kiedy z wami dzisiaj skończymy, każdy chłopak  w Korei będzie chciał wyglądać tak, jak wy. Rzeczywiście, po sali krążyło kilka ekip z kamerami, robiąc zbliżenia na buty chłopaków i zadając im pytania.
Kiedy tylko zdjęcia zostały zrobione, Silvia zaczęła wydawać dalsze rozkazy.
– Zabierzcie panicza Taeyong'a na stanowisko czwarte, panicza Taemina na piąte… chyba dziesiątka jest już gotowa, posadźcie tam panicza Kyungsoo, a panicza Baekhyuna na szóstce.
– No dobrze – oznajmił niski, ciemnowłosy mężczyzna, ciągnąc mnie do krzesła z namalowanym na oparciu numerem 6. – Musimy omówić twój wizerunek.
– Mój wizerunek? – Czy nie miałem być po prostu sobą? Czy nie dlatego tu trafiłem?
– Jak chciałbyś wyglądać? Dzięki tym pięknym włosom możemy zrobić z ciebie pierwszorzędnego uwodziciela, ale jeśli ci to nie odpowiada, poradzimy sobie inaczej – wyjaśnił rzeczowo.
– Nie chcę się zmieniać całkowicie, żeby dostosować się do jakiegoś faceta, którego nawet nie znam.
 – I którego nie lubię, dodałam w myślach.
– Ojej, czyli mamy tu indywidualiste? – zaczął się rozpływać, jakbym był dzieckiem.
– Chyba wszyscy jesteśmy indywidualistami? Mężczyzna uśmiechnął się.
– Niech będzie, w takim razie nie będziemy zmieniać twojego wizerunku, tylko trochę go podkreślimy. Musimy cię wypolerować, ale ta niechęć do jakiejkolwiek sztuczności może się okazać twoim atutem. Trzymaj się tego, słońce. – Poklepał mnie po plecach i oddalił się, nasyłając na mnie grupkę kobiet.
Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że miał na myśli całkiem dosłowne polerowanie. Jakaś kobieta wyszorowała moje ciało, ponieważ najwyraźniej uznano, że sam nie zrobię tego dostatecznie dobrze. Potem każdy odsłonięty kawałek mojej skóry został pokryty mleczkiem i olejkami, po których pachniałem wanilią. Wcierająca je dziewczyna twierdziła, że to jeden z ulubionych zapachów Chanyeola.
Kiedy skończono wygładzać i zmiękczać moją skórę, zajęto się moimi poobgryzionymi paznokciami. Zostały przycięte i wypolerowane, a zrogowaciałe kawałeczki naskórka wokół nich zniknęły jak za dotknięciem różdżki. Powiedziałem, że wolałabym nie mieć robionego pedikiuru… Zajmujące się mną pedikiurzystki poszły pracować nad następną dziewczyną, a ja siedziałem spokojnie na krześle, czekając na kolejną rundę upiększania.
Westchnąłem ciężko. Kątem oka dostrzegłem nerwowe poruszenie po prawej stronie, więc odwróciłem się i zobaczyłem gapiącego się w przestrzeń chłopaka.
– Wszystko w porządku? – zapytałem. Mój głos wyrwał go z transu.
 Westchnął.
– Chcą mnie ufarbować na blond, bo powiedzieli, że to będzie lepiej pasowało do mojej cery. Okropnie się denerwuję. Uśmiechnął się do mnie niepewne, więc odwzajemniłem uśmiech.
– Jesteś Seo, prawda?
– Tak. – Teraz uśmiechnął się szczerze. – A ty jesteś Baekhyun? – Skinąłem głową. – Słyszałem, że przyjechałeś razem z tym całym Taeyong'iem. On jest okropny! Przewróciłem oczami – od naszego przyjazdu co kilka minut wszyscy w sali musieli wysłuchiwać Taeyong'a, wrzeszczącego na jakąś biedną pokojówkę, żeby coś przyniosła albo zeszła jej z oczu.
– Nawet nie wiesz, jak bardzo – mruknąłem półgłosem i obaj się roześmialiśmy. – Wiesz co, wydaje mi się, że masz prześliczne włosy. – Mówiłem szczerze. Były nie za jasne i nie za ciemne, bardzo gęste.
– Dzięki.
– Jeśli nie chcesz zmieniać ich koloru, nie musisz. Seo uśmiechnął się, ale widziałem, że nie jest do końca pewien, czy staram się jej pomóc, czy może obniżyć jej szanse. Zanim zdążył coś odpowiedzieć, kolejne ekipy zajęły się nami, rozmawiając między sobą tak głośno, że nie mogliśmy skończyć naszej wymiany zdań.
 Moje włosy zostały umyte, potraktowane odżywką, nawilżone i wyczesane. Były  równej długości – zwykle strzygła mnie mama, która nie potrafiła zrobić nic lepszego, ale teraz skrócono je i wycieniowano. Podobało mi się to, bo dzięki temu bardzo interesująco odbijało się w nich światło. Niektórzy chłopcy mieli robione coś, co nazywało się pasemkami, a inni, tak jak Seo, całkowicie zmienili kolor włosów. Jednak moja fryzjerka i ja zgodziliśmy  się całkowicie, że pod tym względem nie należy niczego ze mną robić. Niezwykle piękna chłopiec  zrobił mi makijaż – poprosiłem go, żeby był jak najlżejszy i wyszedł naprawdę ładnie. Wiele innych chłopców w makijażu sprawiało wrażenie trochę starszych, młodszych lub po prostu ładniejszych, podczas kiedy ja nadal wyglądałem tak samo.
Większość tych zabiegów przetrwałem w szlafroku, ale kiedy już zostałem przygotowany, zaprowadzono mnie do wieszaków z ubraniami. Tabliczka z moim imieniem była przypięta do wieszaka z koszulami. Ostatecznie założyłem ciemną koszulę w zestawie z dopasowanymi kolorystycznie spodniami.  Chłopak, który pomagał mi się ubrać, powiedział, że ubrania  wieczorowe czekają już w moim pokoju, a reszta z tu wiszących koszul czy też garniturów także zostanie tam zaniesiona.
Przypięła mi srebrną broszkę z moim imieniem i odesłał do kąta, gdzie miało zostać zrobione zdjęcie „po przemianie”. Stamtąd pokierowano mnie do jednego z czterech stanowisk pod ścianą, składających się z krzesła na tle kotary i kamery z przodu. Zgodnie z poleceniem usiadłem i czekałem. Naprzeciwko zajęła miejsce kobieta z clipboardem pełnym kartek i poprosiła o chwilę cierpliwości, aż znajdzie moje papiery.
– Po co to robimy? – zapytałem.
– Do programu o waszej przemianie. Dzisiaj wieczorem puścimy relację z waszego przyjazdu, ten program pójdzie w środę, a w piątek zadebiutujecie w Biuletynie. Ludzie widzieli już twoje zdjęcie i znają trochę danych z twojego zgłoszenia – wyjaśniła, znajdując właściwe kartki i przekładając je na wierzch. Splotła palce i mówiła dalej: – Chcemy sprawić, żeby naprawdę zaczęli ci kibicować, a w tym celu muszą cię lepiej poznać.Dlatego przeprowadzimy teraz krótki wywiad, a potem postarasz się wypaść jak najlepiej w Biuletynie. Postaraj się też nie uciekać, kiedy zobaczysz w pałacu ekipę telewizyjną. Nie przyjeżdżamy tu codziennie, ale będziemy się widywać dość często.
 – Dobrze – odparłem posłusznie.
 Naprawdę nie miałam ochoty rozmawiać z ekipą telewizyjną. Miałam wrażenie, że to okropnie narusza moją prywatność.
– Jak rozumiem, mam przyjemność rozmawiać z paniczem Baekhyunem? – zapytała kobieta kilka sekund po tym, jak na czubku kamery zapaliło się czerwone światełko.
– Tak – postarałem się stłumić zdenerwowanie w głosie.
– Przyznam szczerze, że na moje oko niewiele się zmieniłeś. Czy możesz nam opowiedzieć, na czym polegała twoja dzisiejsza przemiana?
Zastanowiłem się.
– Moje włosy zostały odrobinkę podcięte i wycieniowane. Podobają mi się teraz.
– Zostałem też natarty emulsją waniliową i pachnę teraz jak ciastko z kremem – dodałem, wąchając swoje ramię. Kobieta roześmiała się. – To śliczny zapach, a ta koszula doskonale na tobie leży.
– Dziękuję – odparłem, spoglądając na swój nowy strój. – Zwykle rzadko zakładam koszule, więc będę się musiał przyzwyczaić.
– No właśnie – podjęła temat moja rozmówczyni. – Jesteś jednym z zaledwie trzech Piątek w tych Eliminacjach. Jak opisałbyś swoje wrażenia do tej pory?
 Zastanowiłem się, co mogłoby najlepiej opisać moje dzisiejsze wrażenia, od rozczarowania na rynku poprzez podróż samolotem aż do nawiązania przyjaźni z Kyungsoo.
– Jestem zaskoczony – odparłem.
– Jestem przekonana, że czeka cię jeszcze wiele zaskoczeń w najbliższych dniach – usłyszałem.
– Mam tylko nadzieję, że będą trochę spokojniejsze od dzisiejszego – westchnąłem.
– Jak oceniasz poznanych dotychczas kandydatów? Przełknąłem ślinę.
– Wydawali mi się bardzo sympatyczni. – Nie wspomniałem o jednym rażącym wyjątku.
– Aha. – Kobieta skinęła głową… najwyraźniej dobrze rozumiejąc moją odpowiedź. – W takim razie jak oceniasz swoją przemianę? Niepokoisz się, jak wypadniesz na tle innych? Przemyślałem to – jeśli odpowiem przecząco, to zabrzmi, jakbym był zarozumiały, jeśli odpowiem twierdząco, będę sprawiać wrażenie, jakbym grał na litość.
– Wydaje mi się, że cała ekipa doskonale sobie poradziła z podkreśleniem indywidualnej urody każdego z nas.
– Dziękuję, myślę, że to już wszystko – powiedziała kobieta z uśmiechem.
– To wszystko?
– Musimy w półtorej godziny wepchnąć wszystkich chłopców, więc to w zupełności wystarczy.
– Dziękuję. – Uznałem, że nie było aż tak źle.
 – To ja dziękuję za poświęcony mi czas. Możesz teraz zaczekać tam na kanapie, ktoś się tobą zajmie. Wstałem i podszedłem do ogromnej półkolistej kanapy w przeciwległym rogu pomieszczenia.
 Siedzieli na niej dwaj chłopcy… z którymi się jeszcze nie witałem, pogrążeni w cichej rozmowie. Rozejrzałem się po sali i usłyszałem, jak ktoś oznajmia, że zaraz przyjdzie ostatnia grupa kandydatów. Wokół stanowisk zaczął się znowu gorączkowy ruch, a ja przyglądałem się temu z taką uwagą, że prawie nie zauważyłem, kiedy usiadł koło mnie Kyungsoo.
– Kyu! Twoje włosy!
– Myślisz, że Chanyeol'owi się spodobają? – Sprawiał wrażenie autentycznie
zaniepokojonego.
– Jasne, który facet oparłby się takim wdziękom? – odparłem z żartobliwym uśmiechem.
– Jesteś strasznie miły. Wszyscy ci ludzie na lotnisku byli tobą zachwyceni.
– Daj spokój, starałem się tylko potraktować ich życzliwie. Ty też się witałeś z fanami – przypomniałem.
– Tak, ale znacznie krócej niż ty. Opuściłem głowę, zawstydzony tym, że jestem chwalony za coś, co wydawało mi się całkowicie naturalną reakcją. Chwilę później przyjrzałem się dwóm siedzącym z nami chłopakom. Nie miałem jeszcze okazji rozmawiać z nimi, ale wiedziałem, kim są.
Zaskoczyło mnie, że dziwnie na mnie patrzyli, ale zanim zdążyłem się zastanowić, dlaczego, podeszła do nas Silvia, ta sama kobieta, którą widziałem na początku.
– No dobrze, chłopcy, jesteście gotowi? – Rzuciła okiem na zegarek i spojrzała na nas wyczekująco. – Oprowadzę was szybko po wszystkim i pokażę wasze pokoje. Kyungsoo klasnął w ręce, a my wstaliśmy. Silvia powiedziała, że sala, w której odbywała się nasza przemiana, to tak zwana Komnata Dam. Zazwyczaj przebywa tu tylko królowa, jej pokojówki i kilka innych kobiet z rodziny królewskiej, jednak tym razem była ona również poświęcona dla nas, mimo iż kobietami nie byliśmy.
– Lepiej się przyzwyczajcie, będziecie tu spędzać dużo czasu. Po drodze tutaj mijaliście już Salę Wielką, w której zazwyczaj są urządzane przyjęcia i bankiety. Gdyby było was więcej, tam właśnie jedlibyście posiłki, ale w obecnych okolicznościach zazwyczaj używana jadalnia całkowicie wystarczy na wasze potrzeby. Zajrzyjmy tam na chwilkę. Pokazano nam oddzielny stół, przy którym jadała posiłki rodzina królewska. My mieliśmy siedzieć przy długich stołach po bokach, a cały układ tworzył wydłużoną literę U. Mieliśmy już przydzielone miejsca, oznaczone eleganckimi kartami wizytowymi.
Zauważyłem, że będę siedzieć pomiędzy Taeminem,  a Lee, którego wcześniej widziałem w Komnacie Dam, a naprzeciwko mnie zajmie miejsce Yuta. Wyszliśmy z jadalni i zeszliśmy piętro niżej, gdzie pokazano nam salę, w której odbywały się nagrania Stołecznego Biuletynu Korei. Kiedy wróciliśmy na górę… gwardzista pokazał nam korytarz, w którym mieściły się gabinety króla i Chanyeol'a. Nie wolno nam było tam wchodzić.
– Nie wolno wam także wchodzić na trzecie piętro, ponieważ tam się mieszczą prywatne apartamenty rodziny królewskiej. Nie będziemy tolerować absolutnie żadnego naruszania ich prywatności. Wasze pokoje są rozmieszczone na drugim piętrze, będziecie zajmować większość pokoi gościnnych, ale nie musicie się martwić. Gdyby ktoś odwiedzał pałac, znajdzie się jeszcze dla niego miejsce. Te drzwi tutaj prowadzą do ogrodu. – Stojący przy drzwiach gwardziści skinęli Silvii głowami. Zajęło mi chwilę, zanim się zorientowałem, że rzeźbiony portal po naszej prawej stronie był bocznymi drzwiami do Sali Wielkiej, co oznaczało, że Komnata Dam znajdowała się tuż za rogiem.
 Byłem z siebie dumny… że to zapamiętałem, ponieważ pałac przypominał mi rozległy labirynt.
 – Pod żadnym pozorem nie wolno wam wychodzić na zewnątrz – ciągnęła Silvia. – Może się zdarzyć, że w dzień będziecie mogli pospacerować po ogrodach, ale zawsze po wcześniejszym uzyskaniu zgody. To jest po prostu kwestia bezpieczeństwa, robimy co w naszej mocy, ale rebelianci kilkakrotnie wdarli się już na teren pałacu.
Przeszedł mnie zimny dreszcz.
Skręciliśmy za róg i wszedliśmy ogromnymi schodami na drugie piętro. Dywan pod moimi stopami był tak gruby, że miałem wrażenie, jakbym z każdym krokiem się w nim zapadał. Wysokie okna wpuszczały do środka światło i powietrze pachnące słońcem i kwiatami. Na ścianach wisiały ogromne obrazy przedstawiające dawnych królów oraz niektórych przywódców Korei Południowej i Północnej. Przynajmniej tak się domyślałem.
– Wasze rzeczy zostały już zaniesione do pokojów. Jeśli nie odpowiada wam wystrój wnętrza, powiedzcie o tym swoim pokojówkom. Każdy z was będzie miał trzy pokojówki, które także już na was czekają. Pomogą się wam rozpakować i ubrać odpowiednio na obiad. Przed obiadem spotkacie się jeszcze w Komnacie Dam na pokazie wydania specjalnego Stołecznego Biuletynu Korei. Od przyszłego tygodnia będziecie w nim występować na żywo. Dzisiaj obejrzycie fragmenty relacji z waszego wyjazdu z domów i przybycia tutaj, podobno są naprawdę niezwykłe. Powinniście wiedzieć, że książę Chanyeol jeszcze niczego nie widział, zobaczy to, co wszyscy obywatele naszej Korei, a jutro zostaniecie mu oficjalnie przedstawieni. Zjecie wszyscy razem kolację i będziecie mieli okazję się poznać, a od jutra rozpoczyna się gra.
Przełknąłem nerwowo ślinę. Za dużo zasad, za dużo hierarchii, za dużo ludzi.
 Przeszliśmy przez drugie piętro, a poszczególni kandydaci zostawali w odpowiednich pokojach. Mój był wciśnięty w uchyłek korytarza, obok pokojów Yuty, Hoon'a i jeszcze jednego osobnika, którego imienia nie zdążyłem jeszcze zapamiętać. Byłem wdzięczny losowi, że nie mieszkam zupełnie w przejściu, tak jak Kyungsoo.
 Może dzięki temu będę miał odrobinę prywatności. Kiedy tylko nasza przewodniczka zniknęła, otworzyłem drzwi i zostałem powitany pełnym zachwytu westchnieniem trójki chłopców. Jeden z nich szył coś w kącie, a dwaj pozostali sprzątali nieskazitelnie czysty pokój. Podbiegli natychmiast i przedstawili się jako Luhan, Sanha i Taewoon, ale niemal natychmiast zapomniałem, który jest który.
 Musiałem naprawdę nalegać, żeby zgodzili się zostawić mnie samego. Nie chciałem być dla nich niegrzeczny, ponieważ zależało im tylko na tym, by jak najlepiej mi usługiwać, ale potrzebowałem chwili dla siebie.
– Muszę się zdrzemnąć, a jestem pewny, że wy też mieliście ciężki dzień przez te wszystkie przygotowania. Najlepiej zrobicie, jeśli dacie mi trochę odpocząć i sami odpoczniecie, a potem przyjdziecie mnie obudzić, kiedy będzie czas, żeby schodzić na obiad. Nastąpił wybuch podziękowań, którym próbowałem się sprzeciwiać, a potem nareszcie zostałem sam. To mi niewiele pomogło. Spróbowałem się wyciągnąć na łóżku, ale moje spięte ciało nie pozwalało mi na odprężenie się w miejscu, do którego tak wyraźnie nie pasowałem. W kącie czekały na mnie skrzypce, podobnie jak gitara i wspaniałe pianino, ale nie mogłem się zmusić, żeby obejrzeć instrumenty. Zapięty plecak stał w nogach łóżka, ale jego rozpakowanie było także ponad moje siły. Wiedziałem, że specjalnie dla mnie przygotowano rzeczy w szafach i łazience, ale nie miałem ochoty się rozglądać. Po prostu leżałem nieruchomo.
 Musiało minąć parę godzin, ale miałem wrażenie, że dosłownie po chwili chłopcy dyskretnie zastukali do drzwi. Wpuściłem ich i mimo że czułem się dziwnie, pozwoliłem im się ubrać. Tak bardzo pragnęli być użyteczni, że nie potrafiłem ich znowu wyprosić. Ubrali mnie w dość eleganckie, ale również w miarę wygodne ubrania, które mógłbym powiedzieć, iż na mnie wyglądały niesamowicie.
 Silvia zapukała punkt szósta, żeby zabrać mnie i moich trzech sąsiadów. Zaczekaliśmy w holu przy schodach na resztę, a potem zeszliśmy razem do Komnaty Dam, która stałą się teraz również komnatą rywali.
Kyungsoo od razu mnie wypatrzył, więc szliśmy razem.
 Słychać było trochę szeptów, ale większość  z nas milczała. Zauważyłem w przejściu, że drzwi jadalni były zamknięte – czyżby zajmowała ją teraz rodzina królewska? Może po raz ostatni chcieli zjeść posiłek tylko we troje? Wydawało się dziwne, że byliśmy ich gośćmi, ale nie spotkaliśmy jeszcze nikogo z nich. Komnata Dam zmieniła się całkowicie od poprzedniego razu. Zniknęły lustra i wieszaki, we wnętrzu królowały niskie stoliki i krzesła, a także sofy, które sprawiały wrażenie niezwykle wygodnych. Kyungsoo wskazał gestem głowy jednego z nich, więc usiedliśmy tam razem.
Kiedy wszyscy zajęliśmy miejsca, włączono telewizor i mogliśmy obejrzeć Biuletyn. Komunikaty były takie jak zawsze – sprawy budżetowe, relacje z frontu i informacja o kolejnym ataku rebeliantów na wschodzie.
– A oto panicz Taeyong żegna się z licznymi wielbicielami w swojej prowincji. Ten uroczy panicz potrzebował ponad godziny… by uwolnić się od swoich fanów. Zobaczyłem, że Taeyong uśmiecha się z zadowoleniem, oglądając siebie na ekranie.
– Pozostałe kandydatki ze Środkowego Wschodu były równie popularne. Pełne spokoju i elegancji zachowanie  Taemina zdradza od razu prawdziwego panicza. Kiedy żegnał się z wielbicielami, jego godność połączona z uroczą skromnością niezwykle przypominały maniery obecnej królowej.  Z kolei panicz  Kyungsoo był dzisiaj pełny entuzjazmu, śpiewając hymn narodowy razem z żegnającą go orkiestrą. – Na ekranie pojawiły się ujęcia Kyungsoo, śmiejącego się i ściskającego na pożegnanie znajomych. – Jest on już faworytem kilku osób, z którymi dziś rozmawialiśmy. Kyu ścisnął moją rękę. To zadecydowało: wiedziałem, że będę mu kibicować.
– Wśród towarzyszów podróży panicza Kyungsoo znalazł się Byun Baekhyun, jeden z trzech Piątek, które zostały zaproszone do udziału w Eliminacjach. – Na ekranie wyglądałem lepiej, niż się wtedy czułam. Pamiętałem tylko, że rozglądałem się po tłumie, ale w relacji sprawiałem wrażenie dojrzałego i pełnego ciepła. Ujęcie pokazujące mnie ściskającego na pożegnanie ojca było wzruszająco piękne. To jednak okazało się niczym przy materiale z lotniska.
– Wiemy jednak, że podczas Eliminacji klasy nie mają znaczenia i najwyraźniej panicz Baekhyun powinien być poważnie brany pod uwagę. Po wylądowaniu na miejscu, panicz Byun stał się na lotnisku ulubieńcem tłumów, pozując do zdjęć, rozdając autografy i rozmawiając bezpośrednio z zebranymi. Panicz Byun Baekhyun nie  boi się brudzić sobie rąk i wiele osób uważa, że właśnie takie cechy powinien posiadać nasz następny książę.

Niemal wszyscy chłopcy patrzyli na mnie tak samo, jak wcześniej ci z kanapy. Nagle zrozumiałem, o co im chodzi: moje intencje były bez znaczenia, oni nie wiedzieli, że ja nie chcę tu być. W ich oczach stanowiłem zagrożenie i widziałem wyraźnie, że chcieliby się mnie pozbyć.